Oto rozdział 1 książki "Płacz, póki możesz" mojego autorstwa. Krótki, wiem.
Rozdział 1
Od kiedy zaczęłam się uczyć, uważam, że szkoła jest super. Kocham szkołę, wielbię. Dzięki niej nie muszę patrzeć na rodzinę i Ich kłótnie. A po szkole... po szkole jest... źle, okropnie, dobrze, fajnie, masakra, bosko, wspaniale, tak, że mam ochotę się zabić... Różnie. Wszystko zależy od tych dwóch osób. Mamy i "taty". Najważniejsze osoby w życiu sprawiają największe szczęście, albo najgorszy ból. Druga opcja u mnie góruje. Od mojego urodzenia najmniejsza rzecz mnie wzrusza, a gdy źle się zachowam wobec Ich pojawiają łzy i wielkie wyrzuty sumienia. Niepewność to moje drugie imię. Łzy są moimi najlepszymi przyjaciółmi, codziennie mi towarzyszą. Na ludziach zawsze się zawiedziesz... Dzieciństwo było najlepszym okresem mojego życia. Działo się tak wiele złego, a jak nic nie pamiętam. Chcę, żeby było tak do dzisiaj. Nie chcę Tego pamiętać. Chcę się obudzić i nie wiedzieć, co było wczoraj. Żyć dniem dzisiejszym. A najlepiej nie żyć... Ale muszę żyć... Dla Boga... Gdyby nie słowa katechetki "Śmierć jest najgorszym rozwiązaniem", może by mnie tu nie było. Może. Tego nie da się naprawić prezentami, słodyczami... Mózg i psychikę masz tylko jedną. Nie kupisz innej... I tak źle, i tak źle. Za każdym razem i zawsze jest źle. Nigdy nie będzie dobrze. Może po śmierci. Tylko czyjej? Mojej? Mamy? "Taty"? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę wiedzieć, kiedy będzie dobrze. Boje się, że tej daty nie dożyje.