wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 3

Rozdział 3

Mózg umie wyczuć, jak jest. Czasem wracam i jest dobrze, nie ma wojny w brzuchu, wtedy mam ochotę zachować się jak wariatka i tańczyć na środku ulicy. Gorzej jest, gdy czujesz,  jak flaki Ci się skręcają i wojna w brzuchu nabiera tępa. Wtedy czujesz, że ona pije. Bawi się w domu. Nie czuje, że ja tak cierpię. Ona przecież nie robi niczego złego. Alkochol jest dla każdego. Ja uważam, że alkochol jest dla nikogo. Mam ochotę zabić tego, kto go wymyślił. Przysięgam, zabiłabym go. Uzależnienie to choroba. A przemoc to ... to...  nie ma na to określenia, ale co zrobić, gdy ojciec jest dobry, a nawet najlepszy, gdy ona nie pije? Zawsze jest haczyk. Dobry, wspaniały ojciec, ale jest agresywny. Mama dobra, ale pije. Zdałam sobie sprawę, że za często kupuje temperówki. Za często się tnę. Ale ból mi pomógł. Pomaga zapomnieć o reszcie,  a krew uspokaja. Chyba zamieniam się w psychopatę, nie zdziwiłabym sie. Każde słowo boli. Miłość jest straszna. Kochasz ją ale nie możesz nic zrobić. Jest dorosła i nie możesz nią kontrolować. Możesz płakać i się ciąć. Tylko to. Możesz się ogarnąć ale to za trudne :/ Więc kupuje temperowke i się tnę. Lepiej.

niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 2

Hej.  Wybaczcie, że nie było tak długo tego posta. Teraz będą częściej. 

Rozdział 2

Od kiedy moja psychika została zrujnowała wpadłam w doła.  Przeżyłam szok.  Nie ogarniam świata i ludzi. Gdy moja mama idzie do sklepu trzeźwa,  czuje coś w sobie. Włącza mi się ta czerwona lampka i niepokoje się. Nie mogę usiedzieć w miejscu. Rozsadza mnie od środka. Wtedy zastanawiam się czy ktoś nie robi przypadkiem wojny w moim ciele.  Patrzenie na bicie najbliższej ci osoby przez łzy dobija cię tak,  że włącza ci się autoagresja i obwiniasz siebie.  Tniesz się. To wszystko twoja wina. Ale słusznie?  Co na to poradzisz? Nie możesz rządzić czyimś nałogiem, mimo iż jest to marzeniem. Marzeniem,  które jest małą kropką pomiędzy ogromnymi kulami marzeń. Marzeniem, które daje ci więcej radości niż nowe ubranie czy jakakolwiek rzecz. Rzeczy nie cierpią. Ludzie czują ból fizyczny i psychiczny. Gdy te dwie rzeczy się zlaczą powstanie coś. Coś, co czuje 3 razy mocniej każdą emocje od człowieka. Coś, co płaczę po nocach. Coś, co chcę się na siłę zakochać. Coś, co patrzy na wołającą mamę o pomoc i bezlitosnego ojca. Gdy wracam ze szkoły moja psychika robi wszystko, aby nie dopuścić do pijanej mamy. Idę i czuję że wojna w moim brzuchu nabiera tępa, a mój mózg odmawia myślenia. Każdy człowiek wydaje się szczęśliwy, tylko ja czuje się jak...  tego nie da się opisać.  Jakbym szła po śmierć. Jakbym miała spotkac się z diabłem. Przypominam sobie,  że gdy szłam ma skróty, ona była pijana,  więc idę kawałek dłużej. Mózg nie może przestać myśleć o niczym innym. Chce się przekonać i mieć to za sobą.

piątek, 5 czerwca 2015

"Płacz, póki możesz"

Mam na imię Diana,  trzynastolatka. Amatorka w 'pisaniu' książek. Lubię czytać itd. Trzy nudne zdania o mnie wystarczą, hmm? Zobaczymy co powiecie na opowiadanie niżej ;S.  PS. To nie o mnie, ani nic, wszystko wymyśliłam ;D.
Oto rozdział 1 książki "Płacz, póki możesz" mojego autorstwa. Krótki, wiem.

Rozdział 1

Od kiedy zaczęłam się uczyć, uważam, że szkoła jest super. Kocham szkołę, wielbię. Dzięki niej nie muszę patrzeć na rodzinę i Ich kłótnie. A po szkole... po szkole jest... źle, okropnie, dobrze, fajnie, masakra, bosko, wspaniale, tak, że mam ochotę się zabić... Różnie. Wszystko zależy od tych dwóch osób. Mamy i "taty". Najważniejsze osoby w życiu sprawiają największe szczęście, albo najgorszy ból. Druga opcja u mnie góruje. Od mojego urodzenia najmniejsza rzecz mnie wzrusza, a gdy źle się zachowam wobec Ich pojawiają łzy i wielkie wyrzuty sumienia. Niepewność to moje drugie imię. Łzy są moimi najlepszymi przyjaciółmi, codziennie mi towarzyszą. Na ludziach zawsze się zawiedziesz... Dzieciństwo było najlepszym okresem mojego życia. Działo się tak wiele złego, a jak nic nie pamiętam. Chcę, żeby było tak do dzisiaj. Nie chcę Tego pamiętać. Chcę się obudzić i nie wiedzieć, co było wczoraj. Żyć dniem dzisiejszym. A najlepiej nie żyć... Ale muszę żyć... Dla Boga... Gdyby nie słowa katechetki "Śmierć jest najgorszym rozwiązaniem", może by mnie tu nie było. Może. Tego nie da się naprawić prezentami, słodyczami... Mózg i psychikę masz tylko jedną. Nie kupisz innej... I tak źle, i tak źle. Za każdym razem i zawsze jest źle. Nigdy nie będzie dobrze. Może po śmierci. Tylko czyjej? Mojej? Mamy? "Taty"? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę wiedzieć, kiedy będzie dobrze. Boje się, że tej daty nie dożyje.